Szukaj
Close this search box.
Nietolerancja, Metropolis, Andriej Rublow, Potop, Lawrence z Arabii, Ran, Władca Pierścieni - co łączy te wszystkie filmy? To są ogromne monumenty na cześć dziesiątej muzy. Posągi do dziś zachwycające swoją epiką oraz rozmachem. W tym roku do tego kanonu dołączył kolejny gracz - Diuna, nowe dziecko utalentowanego Denisa Villeneuve'a. Reżysera, który dał nam takie dzieła jak Blade Runner 2049, Labirynt, oraz Pogorzelisko. Jak zatem poradził sobie z Diuną Herberta - serią uznaną za niemożliwą do ekranizacji.

Diuna – część I (Reżyseria: Denis Villeneuve 2021)

Zagłada domu Atrydów

Okolice setnego wieku naszej ery. Atrydzi są szanowanym rodem, w którym wielu ludzi widzi alternatywę dla Imperatora Szaddama Corrina. Akcja zaczyna się, kiedy obejmują oni w lennie planetę Arrakis – dziką pustynię będącą źródłem substancji umożliwiającej podróże międzygwiezdne. Wszystko to jednak jest częścią spisku mającego zniszczyć Atrydów, by umocnić pozycję rodu Harkonnenów oraz Imperatora Corrina.


Pierwszym plusem na pewno będzie rewelacyjny casting – aktorzy dali z siebie więcej niż wszystko, a gra Timotheego Chalameta, jako Paula Atrydy, przejdzie do historii – jego operowanie mimiką czy mową ciała wnosi bardzo dużo do jego roli. Warto też przyjrzeć się Stellanowi Skarsgardowi, grającemu Barona Harkonnena. Charakteryzacja, głos – wszystko to sprawiało, że każde jego pojawienie się na ekranie wywoływało u mnie ciarki.

Świat Diuny

Jest rzecz, w której Villeneuve jest niekwestionowanym mistrzem. Majestatyczność. Buduje on ją pięknymi zdjęciami, wspaniale dopasowaną muzyką, kostiumami, charakteryzacją, efektami specjalnymi – technicznie ten film jest perłą, acz zabłoconą. Dlaczego? Otóż wydaje mi się, że niektóre sceny w produkcji były zbyt ciemne. Nie chodzi tu o to, że nie dało się niczego zobaczyć na ekranie, tylko o to, że potem widz był oślepiany blaskiem ekranowego słońca. Irytowało mnie również, że fryzury bohaterów są zawsze nienaganne, schludne, niezniszczone piachem i pyłem planety Arrakis. Nie mi oceniać czy Villeneuve oddał ducha książki Herberta, i czy był wierny fabule. Wiem jednak, że poprowadził on ją doskonale, i przykuł uwagę takiego widza jak ja, czyniąc Diunę dziełem fascynującym, zostawiającym z niedosytem i apetytem na następną część. Osobiście czekam na nią niecierpliwie.

Ocena: 8.5/10
***
+Casting, ze Stellanem Skarsgardem i Timotheem Chalametem w szczególności
+Zdjęcia
+Muzyka
+Scenariusz i prowadzenie fabuły
+Charakteryzacja
+Kostiumy
+Podzielenie filmu na części, zamiast skracania go

-Oświetlenie
-Mniejsze detale