Szukaj
Close this search box.

Nie czas umierać (recenzja)

Herakles jest jednym z najsłynniejszych mitologicznych herosów - Półbóg, który podjął się dwunastu z pozoru niemożliwych zadań, i im podołał. Współczesnym Heraklesem będzie oczywiście Bond - tajny agent, delegowany do zadań niemożliwych, które wykonuje z sukcesem. Oczywiście mit o Heraklesie ma swój finał, podobnie jak saga o Bondzie ma swoje zakończenie. Czy Nie czas umierać to godne zakończenie? Zobaczmy.

Nie czas umierać (Reżyseria: Cary Joji Fukanaga 2021)

Kiedy zostaje wykradziony tajemniczy wirus z placówki MI6, Bond zmuszony jest powrócić z emerytury. Trop wiedzie go do ekscentrycznego psychopaty Lucyfera Safina – tak w skrócie można zaprezentować fabułę. 

Grande finale

Na początku wspomnę, że film dobrze zamyka wszelkie wątki zapoczątkowane przez serię Rebootów – wątek SPECTRE, Felixa Leitera, Vesper Lynd, Madeleine Swann, czy koniec końców samego Agenta 007, a wszystko przy masie nawiązań do poprzednich serii. Samą fabułę można określić jako mix Licencji na zabijanie oraz W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości, okraszonej elementami mitu o Szacie Dejaniry – mitu który wieńczy historię Heraklesa. Przy okazji w niektórych ze scen możemy odnaleźć odniesienia do starszych filmów spoza Rebootów, jak chociażby Doktor No, Człowiek ze złotym pistoletem, czy Pozdrowienia z Rosji.

Scenarzyści doskonale rozłożyli tempo oraz czas ekranowy dla poszczególnych postaci i sojuszników Bonda – Q, Moneypenny, Madeleine Swann, M, Felix Leiter, Ernst Stavro Bloefeld – każda z powracających postaci otrzymuje dla siebie trochę czasu.

Co innego można powiedzieć o nowych postaciach i antagonistach, którzy są miałcy i nijacy, a nowa Agentka 007 – Nomi irytuje tak mocno, że każda scena bez niej była dla mnie błogosławieństwem. A główny złol Lucyfer Safin? Widać, że wcielający się w niego Remi Malek  daje z siebie wiele, by wyciągnąć cokolwiek ze swojej postaci, ale z pustego i Salomon nie naleje. Safin był pisany na kolanie, a jego mowa to był, najprościej rzecz ujmując, bełkot, z którego nie wyniosłem zbyt wiele, jeśli nie nic – a nawet nie zrozumiałem jego motywu, przez co fabuła była dla mnie niezrozumiała.

Od strony technicznej film jest poprawny. Zdjęcia są przepiękne. W całej sadze tylko Skyfall miał je piękniejsze. Soundtrack też daje radę, ALE piosenka – o ile można to nazwać piosenką, dla mnie to jakieś szeptojęki – wykonana przez Billie Eilish, za której muzyką nie przepadam, za grosz nie pasuje mi do tej serii. Montaż doskonale pasuje do scen akcji, w których czasem można dostrzec nawet efekt kręcenia jednym ujęciem.

Słowo końcowe

Nie czas umierać to dobry Bond, doskonałe zakończenie, ale słaby film. Czy godnie zatem wieńczy sagę? Uważam że tak. Seria ta miała lepsze i gorsze momenty. Ten film jest raczej gorszym, acz jak wspominałem – produkcja Fukanagi to świetne zakończenie tej długiej historii współczesnego Heraklesa.

Ocena: 7.5/10

W skrócie:

+Dobre zwieńczenie serii, zamykające godnie wszystkie wątki
+Piękne zdjęcia i montaż
+Emocjonujące sceny akcji
+Dobrze rozplanowany czas i tempo
+Daniel Craig to dalej dobry Bond
+Nawiązania do klasycznej serii Bondów

-Okropne nowe postaci
-Antagonista bez motywu
-Christopher Waltz (Który jest genialnym aktorem) dalej zawodzi jako Bloefeld
-Nowa Agentka 007